Śmieci, ach te śmieci,

Cóż by bez nich wart był świat. Na początek taki żarcik. Ale wcale nie jest nam w Rozniszewie do żartu. Właśnie przez śmieci. Michał Korczak poruszył temat śmieci przy cmentarzu parafialnym. Tych w postaci sztucznych kwiatów, które są trudno zniszczalne i nie bardzo wiadomo co z nimi tam zrobić.

Są produkowane z ropy naftowej (utwardzonej folii), głównie w krajach dalekiego Wschodu, głównie w Tajlandii, Kambodży i Wietnamie. Ich produkcja ma charakter wytwórczości chałupniczej, zorganizowanej przez duży  biznes miejscowy lub chiński. Pracują przy tej produkcji głównie dzieci a do Polski sprowadzane są w kontenerach, drogą morską. Jest to niezwykle intratny biznes dla kupujących Polaków. Wystarczy powiedzieć, że towar ten sprzedawany jest w Polsce z tzw. „przebiciem” wynoszącym 500 – 700 % w stosunku do ceny kupna. Aż nieprawdopodobne! I tak są te kwiaty tańsze od żywych. Ale oprócz niskiej ceny mają podstawową zaletę. Otóż są wielokrotnie bardziej trwałe od żywych kwiatów i czasami wyglądają ładniej od tych żywych (choć ja uważam, że są brzydsze od naturalnych). Dlatego je kupujemy.

Później, gdy już czas zrobi swoje i wygląd tych kwiatów pozostawia wiele do życzenia, mówimy, że trzeba je wymienić na nowe sztuczne kwiaty. A ze starymi nie możemy nic innego zrobić aniżeli je wyrzucić do kontenera na śmieci. Najlepiej przy bramie cmentarnej. Czasami bierzemy je do domu i wrzucamy do pojemnika na śmieci lub je palimy w piecu albo nawet na otwartym ognisku. Palone w Rozniszewie, co się zdarza, śmierdzą dookoła. Wraz z dymem roznoszone są drobne cząsteczki plastiku, które poprzez płuca i krwioobieg dostają się do naszych organizmów i tam zalegają, o czym nie chcemy wiedzieć. Nie ma takich środków leczniczych, które ich  wypędzą z naszego mózgu lub z oka.  

Dla mnie 70 – latka okres kumulacji tych cząsteczek w moim organizmie jest i będzie stosunkowo krótki. Nie spowoduje więc wysoce negatywnych skutków dla moich organów wewnętrznych. Ale dla naszych dzieci lub wnuków, które będą kumulowały te cząsteczki w dłuższym okresie (już je kumulują), będą wywoływały widoczne, negatywne skutki w ich organizmach już we wcześniejszym życiu niż aktualne moje. Dlatego o tym musimy już dzisiaj myśleć i nie zostawiać tego tematu do rozwiązania dla następnych pokoleń. Bo to się zemści. I nie zależy mi na tym aby ktoś za np. 30 lat powiedział, że jednak Rokita miał rację.

Moje myślenie jest następujące. Wiedząc, że sztuczne kwiaty są szczególnie szkodliwe, te na cmentarzach i w innych miejscach, np. przy figurach przydrożnych, nie stosujmy ich do upiększania grobów naszych najbliższych i nie kupujmy do innych upiększeń. Bez względu na to co później z nimi zrobimy. Wyrażam pogląd, że lepiej położyć na grobach jeden prawdziwy goździk lub stokrotkę niż bukiet zrobiony ze sztucznych kwiatów. Zapomnieliśmy już o bukietach polnych kwiatów z naszych łąk, pól i lasów. A szkoda. Zadaję sobie pytanie czy upiększając groby sztucznymi kwiatami wyrażamy takie same uczucia do zmarłych jak składając kwiaty żywe. To już jest indywidualne podejście każdego z nas. Warto się jednak nad tym zastanowić.  

A swoją drogą to popatrzmy jak to z nami jest. Gdy żyjemy to nikt nam nie przyniesie na imieniny sztucznych kwiatów. Jak tylko pomrzemy to na imieniny, na groby naszych zmarłych przynosimy zaraz sztuczne kwiaty. To taka łyżka dziegciu do naszych, dziwnych czasami, przyzwyczajeń. Dlatego wszyscy powinniśmy już dziś mówić, że gdy pomrzemy to na nasze groby nie wolno przynosić sztucznych kwiatów. Bo będziemy straszyć.

Na zakończenie dodam, że taki sam negatywny efekt daje spalanie innych plastikowych rzeczy, tj. folii i opakowań plastikowych, np. butelek typu PET po napojach. A tego jest dużo i coraz więcej ich używamy. W razie wątpliwości do tego co napisałem wyżej proszę przeczytać jeszcze raz.

Ciekawy jestem czy znajdą się jacyś czytelnicy, którzy odniosą się do tego felietoniku. Jest możliwość komentowania wpisu.

Autor: Jerzy Rokita – Rozniszew 50A.